|
Georg Baselitz uzdrawia gospodarkę niemiecką Popularność
i uznanie są sprawami umownymi: jeden z najbardziej znanych i najwyżej
cenionych artystów niemieckich, 65-letni Georg Baselitz, który w ubiegłym
roku obsunął się wprawdzie o dwa miejsca w Kompasie
Sztuki kolońskiego dwutygodnika Capital, zajmując w tym międzynarodowym
rankingu sztuki ciągle jeszcze prestiżową dziesiątą
pozycję, czuje się twórcą niedocenionym. Deficyty
uznania kompensuje, oddając się pasji kolekcjonowania.
Mrocznymi przedmiotami pożądania Georga Baselitza są małe,
większe lub bardzo duże rzeźby z centralnej i wschodniej
Afryki, czyli dzieła sztuki, która - zgodnie z przekonaniem jej
kolekcjonera -
od wieków nie zmieniła swego oblicza, w przeciwieństwie
do sztuki europejskiego i północnoamerykańskiego Zachodu,
zmuszonej do ciągłego definiowania się na nowo.
Reprodukcja
i destrukcja Anonimowi
artyści, a właściwie rzemieślnicy afrykańscy, są
ludźmi szczęśliwymi. Nie dość, że nie muszą
tworzyć niczego odkrywczego, bo stale powielają sprawdzone i
uznane wzory, to żyją wewnątrz swoich społeczności,
tworząc dla nich przedmioty kultu religijnego. Artyści
zachodni są natomiast zepchniętymi na margines życia społecznego
jednostkami, które zgodnie z zapotrzebowaniem rynku sztuki i publiczności,
oddają się nieustannej destrukcji uznanych dzieł po to,
żeby stworzyć coś nowego i epokowego. Epokowym dokonaniem
Georga Baselitza było odwrócenie malarstwa do góry nogami.
Ponieważ od ponad trzydziestu lat jego malowane i odbijane dzieła
trwają nieustannie w tej pozycji, nadszedł czas, żeby ich
twórcę, a wraz z nim całe Niemcy, postawić na nogi.
Fioletowy
całun Konferencja
prasowa, która odbyła się 5 czerwca, w przededniu otwarcia
wystawy pod tytułem "Baselitz - Afrykańska kolekcja” w
K20 Kunstsammlung Nordrhein-Westfalen w Düsseldorfie, zgromadziła
tłumy żądnych osobistego spotkania z Mistrzem
dziennikarzy. Spotkanie to miało, być może ze względu
na charakter eksponowynch dzieł, iście sakralny charakter.
Obok stołu, za którym zasiadł dostojny kolekcjoner w asyście
dyrekcji muzeum, kuratora i redaktora naczelnego organu sponsora
medialnego, dziennika Handelsblatt, stał bowiem swoisty ołtarzyk,
zakryty, niby monstrancja, fioletowym całunem. Uroczyste odsłonięcie
znajdującego się pod nim ekranu miało zapoczątkować
nową erę: sojuszu artystyczno-medialnego w celu ratowania
podupadającej gospodarki niemieckiej z malowniczą afrykańską
kolekcją, czyli 130 figurami w tle, a raczej na muzealnym parterze.
Nowe
drogi Kiedy
fioletowa zasłona dzięki wspólnemu wysiłkowi Georga
Baselitza i Thomasa Knippa osunęła się na ziemię,
dziennikarze zobaczyli reprodukcję charakterystycznej, stojącej
na głowie postaci mężczyzny w białej czapeczce i
jaskrawej podkoszulce w kolorze magenta pod tytułem: "Ktoś
maluje portret. W którym kierunku zmierza ta podróż, drogi
czytelniku?” I dowiedzieli się, że zmierza we właściwym,
bo, jak wyjaśnił naczelny Thomas Knipp, specjalnie na tę
okoliczność wykonana litografia Mistrza ozdobi pierwszą
stronę sobotniego wydania Handelsblattu. "Musimy zacząć
chodzić nowymi drogami, Niemcy potrzebują nowych impulsów,
żeby wyjść z kryzysu gospodarczego. Trzeba ich znowu
postawić na nogi”. Georg Baselitz był pewien, że sprosta
temu zadaniu. Na pytanie, czy nie czuje się nieco instrumentalizowany
przez Handelsblatt, który w reklamach, zapowiadających afrykańską
wystawę, informuje o możliowści nabycia Baselitza za jedyne
1,70 Euro, czyli cenę egzemplarza gazety, odpowiedział, że
przecież nie jest to "Neues Deutschland”. Ponadto dochód ze
sprzedaży jego litografii w nakładzie 200 egzemplarzy za jedyne
600 Euro od sztuki przeznaczony jest na szczytny cel: zasilić ma kasę
Kunstsammlung Nordrhein-Westfalen.
Spóźniona
premiera Uzdrawianie gospodarki niemieckiej przy pomocy tytułowego dzieła Georga Baselitza rozpocznie się jednak z pewnym poślizgiem. Ze względu na bieżące wydarzenia polityczne, czyli samobójczy skok spadochronowy byłego czołowego polityka FDP, Jürgena Möllemanna w dniu 5 czerwca, postawiona na głowie litografia Mistrza, która Niemcy ma postawić na nogi, pojawi się dopiero we wtorek na pierwszej stronie Handelsblattu. Na styku sztuki, polityki, gospodarki i mediów zawsze bowiem wygrywa właściwa polityka informacyjna. A sztuka afrykańska, jaka jest w zbiorach Georga Baselitza, każdy może zobaczyć. I to nawet za darmo, jeżeli przy wejściu do Kunstsammlung w Düsseldorfie wylegitymuje się egzemplarzem organu ich sponsora medialnego, nabytego uprzednio za 1,70 Euro. Tekst © Urszula
Usakowska-Wolff, 10.06.2003
Więcej zdjęć Georga Baselitza i jego zbiorów >>>
Więcej informacji o kolekcji afrykańskiej Georga Baselitza (po niemiecku) >>>
|