Plamy
na płótnie
"Dziś malarze nie zadają sobie w ogóle pytania, czy wolno malować. Malowanie sprawia im po prostu przyjemność”, twierdzi Annelie Lütgens, kuratorka wystawy "Painting Pictures”, pokazywanej obecnie w Muzeum Sztuki w Wolfsburgu. A ponieważ swoje dzieła tworzą w czasach wszechobecności elektronicznych środków przekazu, tak więc pokaz 34 artystek i artystów, mistrzyń i mistrzów pędzla, kamery i taśmy filmowej z Zachodu opatrzono podtytułem "Malarstwo i media w dobie cyfrowej.”Ta
wystawa, na której obejrzeć można 120 wielkich, najczęściej
i mniej lub bardziej przyjemnie kolorowych foto podobnych malowideł
i malarskich fotografii oraz niemało multimedialnych foto
malarskich instalacji, jest wynikiem trwającej trzy lata podróży,
która - jak pisze Gijs van Tuyl, dyrektor Muzeum Sztuki w Wolfsburgu,
we wstępie do okolicznościowego katalogu - "prowadziła
nas do wielkich miast między Berlinem a Los Angeles.” Trudno się
więc dziwić, że przygotowana przez holenderskiego
dyrektora i niemiecką kuratorkę wystawa "ma dość
zachodnie ukierunkowanie, ponieważ ten rodzaj malarstwa ma swoją
żyzną podściółkę głównie w wysoko
rozwiniętych państwach przemysłowych z ich zaawansowanymi
technologiami informacyjnymi.”
Jednowymiarowa
animacja komputerowa Żyzna
podściółka gwarantuje okazałe plony, gdyż
zaawansowane technologie informacyjne są dla wielu artystek i
artystów z rozwiniętych państw przemysłowych, czyli głównie
z Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Holandii, Włoch,
Kanady i Japonii źródłem ich twórczej wiedzy o świecie.
Komputer coraz częściej zastępuje im szkicownik, a ich
świat jest kolażem zdjęć z kolorowych magazynów,
filmów, reklam, znaków firmowych; jest gigantyczną, poddaną
cyfrowej obróbce i niekiedy boleśnie kolorową sieczką.
Ma się wrażenie, że część artystów i
artystek, zaproszonych do udziału w "Painting Pictures”
cierpi na horror vacui - nawet ułamek milimetra płótna nie może
pozostać pusty. Tworzą oni swoiste obrazy obrazów,
monstrualne wycinki medialnej rzeczywistości, wypełnione
kolorowymi obrazkami do granic wytrzymałości. Wielkie,
zaprojektowane na komputerze malowidła Niemców Franza Ackermanna,
Alberta Oehlena, Torbena Giehlera, Amerykanów Erika Parkera i Lari
Pittmana, Angielek Sarrah Morris i Fiony Rae wglądają jak
przeniesiona na płótno grafika wektorowa i wywołują
oczopląs. Dziesiątki oczu spoglądają z wzorzystych
fresków i malowideł Japończyka Takashi Murakami i Anglika
Matthew’a Ritchie: chyba znak tego, że to właśnie oko
jest ofiarą (artystów) cyfrowej ery. Oko za okiem się toczy i
od patrzenia łzami broczy. Jest tego starego i nowego malarstwa w
Wolfsburgu pod dostatkiem, od którego w tym przybytku głowa
wprawdzie nie boli, ale czasami przemyka przez nią myśl,
że to sztuka doprowadzonej do perfekcji techniki, która jest jedyną
treścią tej gładkiej, płaskiej i formalnie doskonale
zaprojektowanej i wykonanej sztuki. Sztuki, będącej próbą
przeniesienia na płótno trójwymiarowej animacji komputerowej.
Trójwymiarowe
dzieła portretowe Zmasowany
atak sztuki, będącej zwierciadłem dzisiejszego,
wizualnego i medialnego świata, który, wbrew przekonaniom
organizatorów wolfsburskiej wystawy, tak samo wygląda w krajach
mniej i bardziej uprzemysłowionych, powoduje, że paradoksalnie
w natłoku dzieł przeładowanych kolorami i znakami,
najbardziej rzucają się w oczy prace skromne, na pozór
bezbarwne i wykonane tradycyjnymi technikami, które nazywa się
umownie "malarskimi.” Trudno się oprzeć malarskim
walorom niewielkich najczęściej obrazów Angielki Elisabeth
Peyton, która - na podstawie gazetowych zdjęć znanych
osobistości i wydarzeń, tworzy trójwymiarowe i wyraziste
wizerunki ludzi, a niekiedy także i zwierząt, jakby z krwi i
kości. Podobnie do swoich dzieł podchodzi jej rodak, Garry
Hume, który w sposób niezwykle oszczędny, bo przy pomocy zaledwie
kilku barwnych plam, maluje wrażliwe portrety. Do portrecistów młodego,
nieco zagubionego w dobie (nie tylko cyfrowej) konsumpcji pokolenia
zaliczyć można także Amerykanina Briana Calvina, którego
malowidła przypominają bardzo Alexa Katza, choć inspiracją
do nich jest podobno Giotto, a także Anglika Richarda Pattersona,
którego olejne wizerunki całujących się par i skąpo
odzianych dziewczyn przypominają dokonania (nieobecnego na tej
wystawie) Amerykanina Richarda Prince’a. Kronikarką młodej
plażowo-dyskotekowej generacji z kręgów amerykańskiej
klasy średniej jest także Lisa Ruyter z Nowego Yorku, której
masowe sceny z życia, wypełnionego nadmiarem czasu wolnego,
emanują samotnością, podobnie jak "jednostkowe” płótna
Edwarda Hoppera. Swojej fascynacji innym wielkim mistrzem - Arcimboldo -
nie kryje także Amerykanin Fred Tomaselli, co widać na jego roślinno-owocowych
obrazkach. Gdzie nie spojrzeć: motylek, kwiatek lub grzybek, ale
ogląda się to z przyjemnością. Niezwykle plastyczne
są oplecione wełnianą włóczką reliefy Holendra
Michaela Raedeckera, który przynajmniej w sferze koloru i zredukowanych
do minimum środków wyrazu wydaje się podążać
śladami Anselma Kiefera. Z kolei dziwne stwory na obrazach
Amerykanki Inki Essenhigh są jakby skrzyżowaniem poetyki
Salavatore Dali z fantastyką rodem z Disneylandu.
Neo
Geo, manieryzm i wideo Zgodnie
z wolą jej organizatorów, wystawa "Painting Pictures”
pokazać ma, czy i jak malarstwo, postrzegane dziś jako
dziedzina artystycznej twórczości na styku z fotografią,
reklamą, kinem i komputerem, radzi sobie ze wszech obecną
dominacją wizualnych mediów. "Malowane obrazy”, bez względu
na to, czy tworzone są przy pomocy pędzla lub lakieru na płótnie
lub ścianie, taśmy fotograficznej lub wideo, multimedialnych
instalacji przestrzennych (jak "Controlling the Moonlight Maze”
Luksemburczyka Michela Majerusa, zmarłego w listopadzie ubiegłego
roku w wypadku samolotowym), są dowodem różnorodności
tej dyscypliny sztuki, poddanej z jednej strony siłą rzeczy
mniej lub bardziej cyfrowym modom naszych czasów, co nie przeszkadza
jej z drugiej strony kontynuować artystycznych tradycji przy użyciu
środków i technik, przez dzisiejszy świat
kuratorsko-kolekcjonerski ogólnie akceptowanych. Tak więc prace,
prezentowane obecnie w Wolfsburgu, zaliczyć można z grubsza do
trzech kierunków: kolejnego wydania Neo Geo, nowej wersji manieryzmu i
współczesnej edycji "Neue Sachlichkeit”, czyli "Nowej
Rzeczowości.” Geometryczne, ale mimo wszystko płaskie orgie
kolorystyczne Ackermanna, Ohlena i Giehlera, niezwykle malarskie "Martwe
natury” na starannie skomponowanych fotografiach Amerykanki Sarrah
Jones i Niemca Andreasa Gurskiego, płaskie "Martwe
architektury” na obrazach Amerykanina Benjamina Edwardsa oraz "Martwe
postacie” Lisy Ruyter i Briana Calvina pokazują ponadto, że
pojęcie malarskości nie musi mieć żadnego związku
z przypisaną do niej dyscypliną sztuki, bo, co widać na
wielkich przeźroczach Jeffa Walla lub w wideo instalacjach Billa
Violi: fotografia lub taśma filmowa może być bardziej
malarska niż niejeden obraz pędzlem malowany. Malarskość
jest więc kategorią z dziedziny teorii muzealno-kuratorskiej,
widowiskowość kryterium praktyki wystawowej.
Gama
plam Wystawa
"Painting Pictures” ma, jak wszystkie dotychczasowe indywidualne
i zbiorowe pokazy w Muzeum Sztuki w Wolfsburgu, charakter widowiskowy.
Lokomotywą widowiska na dużą, zachodnią skalę są
znane nazwiska: Koons, Tillmans, Gurski, Peyton, Hume, Wall, Viola,
Murakami, uzupełnione nazwiskami, co do których ma się wrażenie,
że po ich pobycie na dużej ekspozycji w małym dolnosaksońskim
mieście staną się w świecie, decydującym o
rankingu artystycznych nazwisk, coraz bardziej znane. Warto zapamiętać
przynajmniej dwa nowe nazwiska: Udomsaka Krisanamisa z Bangkoku, który
z wyciętych z gazet słów tworzy obrazy, przypominające
oszczędne w kolorach gobeliny oraz Ingrid Calame z Los Angeles, która
plamy z ulic amerykańskich metropolii uwiecznia na płótnie i
o dziwo, bynajmniej nie daje plamy. Gobeliny z gazet i gamy plam dobrze
się prezentują w masie "Painting Pictures”, bo
sprowadzają sztukę na ziemię, czyli do ludzkich, poręcznych
rozmiarów.
Monumentalny
Melancholizm Neo Realny Jakby
nie dowierzając rozmiarom wystawy "Painting Pictures”,
Muzeum Sztuki w Wolfsburgu prezentuje obecnie równolegle do niej
monumentalne widowisko z corocznego cyklu "Update”. Szósta
edycja pokazu dzieł, zakupionych do kolekcji muzeum, nosi pasujący
do skali tego przedsięwzięcia tytuł "Monumenty
melancholii” i unaocznia, że w dużej przestrzeni wystawowej
można pokazać dużo dobrego. Na przykład pochodzącą
z 1994 roku i składającą się z tysiąca
czarno-białych zdjęć instalację "Ludzkie”
Francuza Christiana Boltanskiego, ponadto kilkadziesiąt biało-czarnych
zdjęć z serii "Tokio Novelle” (1995) Japończyka
Noboyushi Araki’ego i 38 czarno-białych zdjęć
Amerykanina Jamesa Wellinga ze smutnej serii "Wolfsburg” oraz
jedną dużą (229 x 335 cm), z nieznanych powodów co roku
w tym muzeum na okolicznościowej wystawie pokazywaną podświetloną
witrynę z czarno-białą fotografią "Passerby”
(1996) Kanadyjczyka Jeffa Walla. Nieco barwniejsze są cztery jasne,
a jednak dość ponure, bo nawiązujące do sprawców i
wydarzeń Drugiej Wojny Światowej obrazy (min. "Himmler”
z 1997/98 roku) Belga Luca Tuymansa. Jak najbardziej monumentalne wrażenie
robi też mało raczej kolorowa sala, w której wisi 13 dzieł
znanego Niemca Neo Raucha. Jego malowidła to szczyt "Painting
Pictures”: neo-real-melancholizm postsoc-global-kapitalistyczny. Tekst
© Urszula Usakowska-Wolff Zdjęcia © Kunstmuseum Wolfsburg Raster
Nr 107 z 14.03.2003
Kunstmuseum
Wolfsburg 01.03.2003
– 29.06.2003
Kuratorzy:
Annelie Lütgens, Gijs van Tuyl Katalog 240
str., 148 reprodukcji barwnych Kerber
Verlag, Bielefeld, 2003 ISBN
3-936646-00-7 (po niemiecku) ISBN
3-936646-01-5 (po angielsku) Cena
48 Euro
Franz
Ackermann (*1963), Doug Aitken (*1968), Ingrid Calame (*1965),
Monumente
der Melancholie: Update #6 01.03.
- 01.06.2003 Uczestnicy: Nobuyoshi Araki (*1940), Christian Boltanski (*1944), Neo Rauch (*1960), Luc Tuymans (*1958), Jeff Wall (*1946), James Welling (*1951) |